Non Stop Rock’n’Roll – Hard Rock Service [pl]
WIG WAM - Non Stop Rock'n'Roll
Wig Wam to jedna z moich ulubionych załóg ostatnich lat. Można powiedzieć, że w muzyce Norwegów zakochałem się od pierwszego przesłuchania. Ba, przy kontakcie z The Neighbour Of The Beast opadła mi szczęka, a kilka lat później Wig Wamania bezceremonialnie mnie dobiła. W napięciu oczekiwałem na trzeci album formacji, który nie wiedzieć czemu nie nadchodził. Napięcie rosło z każdym rokiem, aż w końcu po czteroletniej przerwie, Wig Wam ku uciesze rzeszy fanów ponownie zaatakowali.Zmiany, które dopadły załogę, dotyczą przede wszystkim wydawcy. Norwegowie zostali wyhaczeni przez obecnego lidera melodyjnych odmian rocka, czyli przez włoskie Frontiers Records. W wielu miejscach można przeczytać, że jest to dla zespołu powód dla dumy. No ale mniejsza o to. Znajomość z Frontiers może oznaczać zmianę brzmienia, a przynajmniej czegoś podobnego się spodziewałem. Jak się okazało, byłem bardzo bliski prawdy, gdyż Non Stop Rock&Roll jest odmienne od dwóch poprzednich dzieł formacji. Metamorfoza nie jest do końca szczęśliwa, gdyż co prawda mamy tutaj jeszcze więcej hair metalu i glamu (tego przede wszystkim), to jednak bardziej przemawiały do mnie dwa wcześniejsze wydawnictwa. Przez chwilę wahałem się, czy zacząć od plusów czy też od minusów longplaya i zdecydowałem, że tym razem na pierwszy ogień pójdą baty. Ballady są fatalne, nagrane w najnudniejszy z możliwych sposobów, bez pomysłu na porządną melodię, czy też ciekawsze aranżacje. Zarówno Man In The Moon (czy dziwaczny tytuł nie jest czasem banalną pomyłką gramatyczną?), jak i From Here nudzą okropnie i zrażają mnie do płyty jako całości. Jedynym plusem, jakiego mogę się tu doszukać, są w przypadku Man In The Moon słowa, które wskazują na pewne inspiracje Bye Bye Blackbird. Drugim minusem płyty jest mała różnorodność materiału. Chwila chwila, ktoś mógłby zawołać. Większość recenzji albumu wskazuje na coś zupełnie przeciwnego, a liczni opiniodawcy twierdzą, że wydawnictwo jest bardzo różnorodne. Myślę jednak, że jest to bardzo subiektywne odczucie. Pomimo tego, że przesłuchałem wielokrotnie krążek, to wydaje mi się, że większość płyty jest w rzeczywistości jedną długą piosenką. W przypadku wcześniejszych albumów było zupełnie inaczej, tam każda piosenka potrafiła się obronić i posiadała własną osobowość. Cena dojrzałości? Możliwe. Przechodząc teraz do plusów stwierdzam, że utwory zawarte ma Non Stop Rock&Roll, nie licząc tych nieszczęsnych ballad są utrzymane na wysokim poziomie. Nie ma tutaj fajerwerków jak na poprzednich krążkach, trudno jednak wskazać na kawałki nieudane, czy też udane w mniejszym stopniu. Losując dowolny utwór z płyty (ehh, ponownie przypomnę: nie licząc ballad), możemy być pewni, że natrafiliśmy na coś wysokiej jakości, coś energetycznego, pełnego dobrej zabawy i mówiąc krótko: czadu. Mamy zatem wiele, bardzo wiele kawałków imprezowych, takich jak chociażby Wild One. Melodii jest tutaj co nie miara i chce się śpiewać, właściwie wykrzykiwać wszystkie możliwe chórki. Super. Bardzo podobne odczucia mam w stosunku do C'Mon Everybody, gdzie partie krzyczane są artykułowane w tak wyraźny sposób, że z łatwością można wyczuć, iż intencją kapeli było zmuszenie fanów do wydzierania gardła. Płyta staje się być zresztą w miarę przystępna dla przeciętnego słuchacza rocka, atakując takimi utworami jak Do Ya Wanna Taste It, które łączą w sobie to, co glam ma w sobie najlepsze, ale podając otrzymany rezultat w przystępny, acz bardzo melodyjny sposób. W wielu utworach brakuje mi mocniejszych wejść instrumentów, ale na krążku znajduje się również kilka wyjątków od wymienionej reguły, jak chociażby Walls Come Down, które powala energią i zaangażowaniem. Kolejnym mocnym akcentem jest Still I'm Burning, w którym wreszcie zachwycają bardziej pomysłowe aranżacje oraz przeciągane, krzyczane chórki. W tym załoga jest chyba najlepsza: w tworzeniu melodyjnych refrenów. Czasami jest to jedyny warunek osiągnięcia sukcesu. All You Wanted brzmi jak zmieszanie poprzednich rockerów ze starszym Wig Wamem i takie połączenie może się podobać. O refrenach wspominać chyba nie trzeba, drużyna jest dobra w te klocki. Kawałek tytułowy ku mojej uciesze, potrafi udźwignąć swój ciężar na barkach. Norwegów po prostu można podziwiać. Im dalej tym lepiej. Rocket Through My Heart brzmi jak Craaft i jest najlepszym utworem na albumie. Melodia roztrzaskuje mnie w drobny mak i gdyby wszystkie numery były nagrane z takim entuzjamem i na takim poziomie, to Non Stop Rock&Roll byłoby z pewnością najlepszą płytą Norwegów w historii. Chasing Rainbows brzmi jak typowe hair metalowe nagranie, z taką uwagą, że chórki tym razem tak głęboko zapadają w pamięć, iż wielokrotnie nieświadomie nuciłem je w pracy. Rewelacja. Za plus należy również policzyć interesujące zakończenie. Numer Gotta Get It On zamyka płytę w spójny sposób, jeszcze raz potwierdzając klasę formacji.
Koniec końców płyta bardzo udana i zważywszy na to, że poprzednie dwa krążki kapeli uważam za ciekawsze, to świadczy to niezbicie o klasie formacji. Wig Wam to obecnie ścisła czołówka glamowo-hair metalowego grania i mam nadzieję, że ci obleśni faceci odniosą sukces. Zdecydowanie na niego zasługują. Plusem płyty są z pewnością wspaniałe, potężne chórki występujące w niemalże każdej kompozycji, a minusem mniej ciekawe ballady oraz to, że brak tutaj występujących przed szereg utworów. Coś dla fanów minionej epoki (KISS, Poison, Def Leppard), ale kto wie, może spodoba się również młodszej publiczności? Z mojej strony oczywiście polecam.
Review by Guciomir, Hard Rock Service (March 2010)
www.rockhard.pl







